Choroba cię dorwała, nie trenujesz. Czasem praca, czy obowiązki rodzinne tak się nawarstwiają, że nie masz kiedy iść na siłownię. Trening to często i 3 godziny, a nie zawsze mamy ten luksus.
Jeśli twój rozbrat gymem się przedłuża, zapewne obawiasz się, że efekty, które uzyskałeś w ostatnich miesiącach zmotywowanej pracy nad sobą, pójdą w las.

Niepotrzebnie.

W trakcie okresu intensywnych treningów, progres nie jest liniowy. To bardziej sinusoida przebiegająca po wznoszącej się osi. Czasem mamy lepsze wyniki, czasem nieco gorsze, ale z perspektywy czasu, średnia idzie w górę. Ma na to wpływ wiele czynników, od wydolności dnia, po etap treningu*.
Tak samo sprawa wygląda przy diecie, raz więcej ważymy, raz mniej, a prawdziwa zmiana to bardziej tendencja wzrostowa lub spadkowa.

W okresie roztrenowania, lub przerwy w diecie, sytuacja wygląda podobnie. Spadki formy nie nastąpią natychmiast, a jak już zaczną występować, będą stopniowe. Oczywiście poziom tkanki tłuszczowej i wody w organizmie wzrośnie, jednak nie zaprzepaści to od razu efektów miesięcy pracy. Dodatkowo, będzie nam zdecydowanie łatwiej wrócić do formy, niż jej nabieraliśmy poprzednio.
Dzieje się tak na przykład z powodu większej ilości tkanki mięśniowej, którą zdobyliśmy poprzez treningi. Więcej mięśni potrzebuje więcej kalorii, zatem przez jakiś jeszcze czas, nawet nie trenując, będziemy potrzebować więcej energii, niż przed rozpoczęciem treningów. Wznawiając treningi po jakimś czasie, startujemy z wyższego pułapu.

Celem tego artykułu, nie jest wnikliwa analiza procesów biochemicznych, czy innych organizmu, lecz dodanie wam otuchy 🙂

Piszę, jak zwykle, w oparciu o własne doświadczenia.
Od ponad dwu miesięcy nie miałem jak trenować na siłowni. Zaczęło się od przeziębienia, gdzie by przyjmować leki, dodatkowo musiałem zarzucić Intermitten Fasting. Potem nastał intensywny czas w pracy, zostawanie po godzinach, albo kończenie roboty w domu. Wyjazdy służbowe. Potem od razu Święta, no i kolejne, tym razem już mocniejsze przeziębienie, a raczej grypa. Jeden pies, efekt ten sam.
I tak, z czterech treningów tygodniowo wspieranych przez IF, zszedłem na kilkanaście podciągnięć, albo machnięć kettlem dziennie. Słabo.
Jednak jak to się przełożyło na wagę i sylwetkę?

Ulało mnie oczywiście, ale tragedii nie ma. Waga wzrosła z 90 na 92kg.

Podczas przerwy w treningu i diecie, o ile nie postawisz wszystkiego na głowie, nic specjalnego nagle się nie stanie. By to trochę kontrolować, trzymam się kilku podstawowych zasad:

  • obniżam ilość kalorii w posiłkach, bo jak nie trenuję, tyle ich nie potrzebuję… czyli nie jem już lodów wieczorem.
  • jak nie jadłem przez jakiś czas, nie zaczynam posiłku od produktów bazujących na węglach. Coś tłustego, np garść migdałów, nie spowoduje dużego wyrzutu insuliny i dodatkowo moje oczy będą mniejsze podczas nakładania sobie na talerz właściwego posiłku.
  • staram się zachować choćby minimalną aktywność fizyczną.

W efekcie przerwy obwód w pasie wzrósł jedynie nieznacznie, waga także w granicach tolerancji, mojej. Największa różnica jest optyczna. Polega na zaobleniu się kształtów, głównie za sprawą wody i gorszej definicji mięśni.

Cóż, niedługo czas wrócić do treningów, bo powoli zdrowiejemy. Po dłuższej przerwie, nie można zacząć zbyt ostro. Osłabiony chorobą organizm, jeśli dodatkowo zostanie obciążony przesadnie podczas treningów, zapewne powie “o nie, wracam do łóżka”.
Powoli kończę zaległy artykuł “Jak trenuję”, który chronologicznie patrząc powinien pojawić tuż po Intermitten Fasting. Niestety, będzie on dopiero teraz, ale informacje i zdjęcia w nim zawarte, będą pochodziły z właściwego mu okresu, czyli miesiąca po rozpoczęciu treningów, jako dodatku do IF.

*świetny i zwarty artykuł Natalii Galus objaśnia zagadnienia progresu w
treningu  https://testosterone.pl/wiedza/progres-niejedno-ma-imie/